arrow to top arrow to top
Rehasport / Aktualności

Bohater stadionów, nasz Pacjent – Marek Plawgo

Marek Plawgo, dwukrotny brązowy medalista mistrzostw świata w lekkiej atletyce, w trakcie swojej sportowej kariery przeszedł dziewięć operacji. Na dziesiątą, blisko pięć lat po zakończeniu rywalizacji na największych stadionach świata, znów zdecydował się w Rehasport. – Dziewięć poprzednich zabiegów, a miałem ja w różnych miejscach, pozwala mi na ocenę każdego z nich i obdarzenie zaufaniem właśnie tej kliniki oraz profesora Przemysława Lubiatowskiego – mówi były znakomity płotkarz.
Marek Plawgo w Rehasport

Choć powiedzieć, że Marek Plawgo w swojej przygodzie ze sportem był tylko płotkarzem, to trochę niesprawiedliwe. Nieźle radził sobie również w płaskim biegu na 400 metrów, co zresztą znajduje potwierdzenie wśród największych jego sukcesów. W 2007 roku, podczas mistrzostw świata w Osace, wywalczył brązowy medal w biegu na 400 metrów przez płotki, przy okazji bijąc czasem 48,12 s rekord Polski, a później biegnąc na pierwszej zmianie w finale sztafety 4×400 metrów przyczynił się do kolejnego brązowego medalu. Sukcesów odniósł znacznie więcej, ale niestety – jak to w sporcie bywa – były one przeplatane z urazami i ich leczeniem.

Myślałem, że już uciekłem od wizyt w gabinetach ortopedycznych, ale okazuje się, że jednak nie. Dopóki człowiek będzie aktywny fizycznie i choćby amatorsko coś uprawiał, to jest narażony na kontuzję. Ja wróciłem tym razem jako ofiara sportów zimowych, a konkretnie: snowboardu. Te sporty zimowe mi nie służą, pierwsza wizyta w Rehasport była związana z upadkiem podczas jazdy na łyżwach – śmieje się trochę przez łzy.

Marek Plawgo

 

Poprzednia operacja – bez komplikacji

„Rachunek sumienia”, który Marek Plawgo zrobił sobie po ostatnim zabiegu operacyjnym, zamknął się w liczbie dziesięć. Tyle miał już operacji po rozmaitych kontuzjach. – Nigdy tego precyzyjnie nie liczyłem, straciłem rachubę. Aż do teraz. Wyjdzie łącznie, na zabiegach i rehabilitacjach, może 2,5 roku leczenia się. A to rozcięgno, a to ścięgno Achillesa, a to łokieć – mówi były sportowiec, który dziś świetnie radzi sobie w sportowym marketingu. – Wracam do Rehasport, bo dziewięć poprzednich zabiegów, a miałem ja w różnych miejscach, pozwala mi na ocenę każdego z nich i obdarzenie zaufaniem właśnie tej kliniki oraz profesora Przemysława Lubiatowskiego. Gdy poprzednio przeprowadził operację łokcia, przeszła ona bez echa i komplikacji, nie odczuwałem po zaleconych treningach żadnych dolegliwości i negatywnych objawów. Gdy teraz upadłem na stoku i wiedziałem, że coś się stało z barkiem, to myślami już byłem w drodze do Poznania i profesora Lubiatowskiego – dodaje Marek Plawgo.

Sportowy rozkrok – czas na decyzje

Byli znakomici sportowcy różnie układają sobie ścieżkę zawodową w „życiu po życiu” – jak to często nazywają. Niektórzy płynnie przechodzą do roli trenerów, doradców, dyrektorów w związkach czy klubach, inni na sport się „obrażają”. Tak było w przypadku Marka Plawgo, który przyznaje, że to nie on zrezygnował ze sportu, a sport z niego. Zadecydowało 16 setnych sekundy, których zabrakło do kwalifikacji na igrzyska w Londynie w 2012 roku w koronnej konkurencji. – To był ostatni raz, gdy miałem aspiracje aktywnie uczestniczyć w największym sportowym święcie. Powiedziałem wtedy, że zakończę karierę, ale po takim pożegnalnym roku. Wiedziałem wtedy, że wszystko robię po raz ostatni: przygotowania fizyczne, mentalne, starty. To był też czas na miękkie lądowanie przed rozpoczęciem drugiej kariery, tej posportowej – wspomina. – Przez całe sportowe życie pędziłem, myśląc o kwalifikacji do igrzysk, medalu igrzysk, innych docelowych imprezach. Idąc na kolejny trening budowałem wszystko wokół potencjalnego sukcesu sportowego, a w ogóle nie myślałem, że kiedyś ten sport się skończy. Nie dawałem sobie nawet szansy, by o tym myśleć, całe sto procent z siebie dawałem na karierę. I nagle, gdy nie zakwalifikowałem się na igrzyska, stanąłem w rozkroku – zawodowy sport mnie nie chciał, a kariera i dalsze życie zawodowe jeszcze mnie nie przyjęły. Dałem sobie rok na odpowiednie przygotowanie się – opowiada.

Marek Plawgo

 

Codzienny amatorski wysiłek dobry dla zdrowia

Tyle że wówczas sport przestał go zupełnie interesować. Marek Plawgo porównuje to do sytuacji górnika, który przez 20 lat pracował w kopalni. – A czy na emeryturze górnik będzie chciał jeździć do tej kopalni na wycieczki i oglądać je ponownie? Miałem dość, czułem się fizycznie i psychicznie zmęczony sportem. Może zaraz po igrzyskach mógłbym podjąć próbę powrotu na bieżnię na wysokim poziomie, ale to nie miałoby logicznego rozsądku. Obraziliśmy się na siebie, a ja straciłem przyjemność z jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Dopiero po trzech latach zacząłem szukać innego aspektu sportu, którego wcześniej nie dostrzegałem, czyli higieny fizycznej. Po zwykłym wybieganiu się oczywiście męczyłem, a tego nigdy nie lubiłem, ale też zauważyłem, że daje to endorfinowego kopa i fajnie dotlenia mózg. To było niezwykle istotne, bo gdy siedziałem 10 godzin przy komputerze i pracowałem nad dużymi projektami, to proste zadania zaczynały się komplikować i spadała produktywność. A zwykłe kilkudziesięciominutowe bieganie, gierka w badmintona czy tenisa sprawiają coś dokładnie odwrotnego. Wróciłem do sportu dostrzegając to, czego wcześniej w nim nie zauważałem – mówi Marek Plawgo. Wtedy bowiem na treningach czy w każdych docelowych zawodach starał się przekraczać swoje granice i przygotowywać się do rywalizacji lub rywalizować z najlepszymi na świecie. – Nigdy nie traktowałem poważnie zwrotu „sport to zdrowie”, bo mnie sport doprowadził do dziesięciu operacji. Dziś jednak widzę, że codzienny wysiłek, taki typowo amatorski o małej intensywności, dobrze wpływa na zdrowie i formę, również psychiczną. Nikt mnie do tego nie zmusza, wychodzę z własnej woli – zaznacza.

Marek Plawgo

 

„Marek, po co to robisz?”

Podobnie było zresztą w karierze zawodowej. Marek Plawgo został dyrektorem marketingu w Atlas Arenie – sport spadł na dalszy plan, zajmował się głównie organizacją imprez, przede wszystkim muzycznych. – Uciekałem przed sportem, przed środowiskiem, którym się wychowałem i spędziłem 21 lat. Aż w końcu zapytałem samego siebie: Marek, po co to robisz? To doświadczenie, które zdobyłem na największych stadionach i w imprezach najważniejszego kalibru, może być wykorzystane w zupełnie inny sposób. Wylądowałem więc w marketingu sportowym, a zarządzanie kampanią olimpijską pozwoliło mi wrócić do sportu na najwyższym poziomie i w jego najpiękniejszej postaci – mówi wybitny sportowiec i pacjent Rehasport Clinic. Amatorskie uprawianie sportu ma jednak to do siebie, że też potrafi sprawić psikusa. Operowany przez prof. Przemysława Lubiatowskiego bark wróci do stanu wyjściowego prawdopodobnie po sześciu miesiącach.

Data dodania 19.04.2018
Data ostatniej aktualizacji 05.05.2020